Alexandra Salmela – 27, czyli śmierć tworzy artystę

„27, czyli śmierć tworzy artystę” autorstwa Alexandry Salmeli jest bardzo oryginalną książką. Trudno odszukać mi w pamięci inną pozycję z rynku czytelniczego, która łączyłaby w sobie tyle stylów pisarskich. W swojej oryginalności autorka momentami posuwa się jednak odrobinę za daleko, co wzbudza u mnie mieszane uczucia.

Powieść zaczyna się bardzo sympatycznie. Z pomocą czwórki narratorów śledzimy losy Angie, niespełnionej pisarki, oraz zamieszkującej odludne tereny Finlandii rodzinki z trójką małych dzieci. Każdy narrator posiada własny styl opowiadania o wydarzeniach. Angie, która tak naprawdę ma na imię Marta, opisuje otaczające ją środowisko tak, jakby spisywała pamiętnik. Przelewa na karty książki swoje ponure odczucia, dzięki czemu możemy dobrze poznać jej charakter. Inny rodzaj pamiętnika widzimy we fragmentach opowiadanych z perspektywy Pana Prosiaczka, pluszowej zabawki w kształcie – kto by się spodziewał – świnki. Jego relacje są przepełnione zachwytem i umiłowaniem świata.

Trzecią narratorką jest kotka Kasandra – dobra obserwatorka, pewna swoich osądów i charakteryzująca się bardzo sarkastycznym podejściem do życia. Przytaczane przez nią fragmenty stały się moimi ulubionymi. Listę narratorów zamyka (jakby jeszcze nie było wystarczająco dziwnie…) samochód, nie pierwszej nowości Opel Astra. Nie znajdziemy u niego nawet najmniejszych oznak subiektywizmu – hej, to przecież tylko samochód! Rozdziały Astry są stylizowane na dramat – z podziałem na role i interesującymi didaskaliami.

Mimo pozornego nieładu, powieść jako całość komponuje się zaskakująco dobrze i poszczególne fragmenty zazębiają się o siebie. Fabuła jest interesująca, ale początkowo odbiorca może odnieść wrażenie, jakby czytał dwie różne książki w jednej okładce, co tylko podnosi i tak wysoki już poziom chaosu. Losy bohaterów toczą się spokojnym rytmem, a autorka w mistrzowski sposób wymierza prztyczka w nos niespełnionym artystom i osobom przesądnym.

Przełomowy moment w powieści następuje, gdy początkowo odseparowane od siebie drogi bohaterów łączą się. Od tej chwili na wierzch zaczynają wypływać maskowane dotychczas słabości. Bohaterowie okazują się być kimś zupełnie innym niż dotychczas, z biegiem zdarzeń coraz bardziej tracąc sympatię czytelnika. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w jednym momencie z książki ulatuje cały humor i optymizm, które były jej niewątpliwymi atutami. Kiedy autorka zaczyna opowiadać o szarości (i to tej w najciemniejszych odcieniach) życia codziennego, książka staje się bardzo nieprzyjemna w odbiorze. Mojej opinii nie poprawia nawet mądre zakończenie, w którym wszystko zdaje się powoli wychodzić na prostą.

Kiedy zaczynałem czytać tę powieść, byłem bardzo zaskoczony słabymi ocenami, jakie zbierała ona w sieci. Im bardziej zbliżałem się do końca, tym bardziej przekonywałem się o ich słuszności. Lekturę tej książki można porównać do zabawy pluszowym misiem, zwieńczonej znalezieniem przyczepionego do niego sztucznego penisa. Mając w pamięci jak uroczo zaczynała się ta historia, całości wystawiam ocenę 5/10.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s